Rykowisko w Rumunii

Trzeci dzień polowania na Huculszczyźnie był jednak dla Adama bardzo szczęśliwy, a było tak:
"Wyjechałem z Ilie jak zwykle o godzinie 5:00 rano i po około 30 minutach byliśmy już w lesie na drodze zrywkowej. Było jeszcze zupełnie ciemno i wsłuchiwaliśmy się w odgłosy lasu, czekając na królewski ryk byka. Cisza była zupełna. Ile postanowił, że pójdziemy korytem potoku na szczyt naszej góry. Góra obrośnięta lasem liściastym i iglastym. Podejście jeleni w przypadku nie ryczących byków jest właściwie niemożliwe. Mnie wydawało się, że mój podprowadzający idzie głośno jak czołg i sądzę, że on o mnie myślał tak samo. Po godzinnym wejściu na górę, w ciszy obserwowaliśmy wschód słońca. Ilie dał mi do zrozumienia, że według niego nastąpi zmiana pogody na wieczór. Proponuje szybki powrót i wieczorem wymarsz dużo wcześniej niż dotychczas.
Spotkanie wyznaczył na godzinę 15:00.
O godzinie 11 zaczął padać deszcz, przyszła burza, grzmoty. Myślę sobie, że to już koniec i że nie pójdziemy chyba na wieczorne - ostatnie wyjście. O 15 jeszcze padało, ale Ilie był punktualnie. O godzinie 15:50 jesteśmy w lesie i zaczynamy swój kolejny marsz w górę środkiem potoku, w którym teraz jest już dość dużo wody. Po godzinie marszu ja mam już całkiem dość tej wędrówki, jestem mokry całkowicie, zmęczony i właściwie zły, że dałem się wpuścić w ten cały marsz. Las jednak był piękny, jego odgłosy cudowne, zapach nieprawdopodobny i postanawiam wyjąć aparat i zacząć robić fotografie przyrody. Ilie wyprzedza mnie, już o jakieś 100 metrów prawie pionowo do góry. W tej chwili widzę, że staje nieruchomo siada na ziemi i kiwa na mnie. 100 m w górę pokonuję w ciągu kilku sekund, Ilie łapie mnie w pół i całą siłą przyciąga na ziemię. Siedząc w błocie obserwuję las i widzę trzy łanie biegnące przed bykiem w naszym kierunku. Są od nas około 50 metrów, w górę w młodniku liściastym. Wiatr mamy dobry, łanie nie spodziewając się żadnego niebezpieczeństwa, warstwicą góry przebiegają z lewej strony na naszą prawą, dość szybkim truchtem. Byk za niemi podąża w grze swojej miłości, prezentując się przed nami w całej swojej krasie. Przykładam sztucer i prowadzę byka w tych zaroślach przez około 20 metrów, oczekując otwartej przestrzeni. Strzał przerywa taniec miłości jeleni i byk wali się przed nami. Szybko przeładowuję i dla pewności strzelam po raz drugi.
Byka, tego pierwszego strzelonego przeze mnie na ziemi rumuńskiej, dedykuję mojemu Ojcu z którym w kniei wiele razy po spotykałem różne gatunki zwierząt raz pierwszy i z nim przeżywałem swoje pierwsze sukcesy łowieckie.
Transport byka i zejście na dół było bardzo sprawne, byk został zwieziony ciągnikiem leśnym z linami i po godzinie byliśmy już w leśniczówce, w której nastąpiła wielka uczta. Zjechali się wszyscy leśnicy oraz mój kolega Piotr, który polował w tym samym obwodzie co ja. Byk był oglądany ze wszystkich stron, opowieści były po rumuńsku, ukraińsku oraz po polsku. Leśnicy zapalili ognisko, piekli wątrobę byka, oraz kiełbaski, które po zmęczeniu były wyśmienite wraz z miejscową wódeczkę, którą popijaliśmy wspólnie.
Przyjaźń Polsko Rumuńska była ogromna i obiecywaliśmy sobie, że będziemy tam jeszcze raz w następnym roku na rykowisku!”