Polowanie w Jakucji

Wieczorem wracamy do hotelu Lena i rankiem kolejny lot do Chonu. To ju? inna flota lataj?ca, tu krluj? Antonovy.
Ten do ktrego si? ?adujemy, pami?ta czasy wczesnego Bre?niewa. Przednia cz??? pok?adu to luk baga?owy, oddzielony trwa?? prowizork? ze sklejki, drzwi maj? co prawda zamkni?cie, ale od dawna nie u?ywane i niesprawne.
Jak samolot si? wznosi? to otwiera?y si? w kierunku pasa?erw, jak schodzi? w d? to otwiera?y si? w kierunku luku baga?owego. By?y momenty, ?e sta?y w pozycji neutralnej czyli w futrynie i wtedy nie skrzypia?y. Oprcz ludzi lec? te? zwierz?ta, jest wi?c ma?y szczeniak, s? kury w klatce. Startujemy i o dziwo lecimy, pod nami bezkresne Gry Wierchoja?skie, ?adnych ?ladw ludzkiej bytno?ci.

Lotnisko w Chonu ma pas z grubego ?wiru, nasze zdziwienie na widok ca?kiem ?ysych opon na ko?ach samolotu by?o ogromne. Baga? ?adujemy sami na przyczep? za ci?gnikiem rolniczym marki Bia?oru? i maszerujemy piechot? do budynku, w ktrym odbieramy bro?. Samochody z Momskiego Parku czekaj? i jedziemy do siedziby Dyrekcji Parku. Przejazd przez pasio?ek Chonu to pierwszy kontakt z tym odleg?ym ?wiatem. Wszystko jest inne, zabudowa drewniana, raczej baraki, sporadycznie spotyka si? drewniane domy z charakterystycznymi dla Syberii okienicami i o?cie?nicami okien. Zabudowania stoj? na palach, pod?o?e to wieczna zmarzlina. Pe?no rur grzewczych, prawie nie izolowanych... hmm jak to dzia?a przy minus 50o C.
Budynek dyrekcji to po prostu skromny barak, wychodek za barakiem, ?atwo trafi? kieruj?c si? w?chem. Posilamy si? smacznym roso?em z mi?sa ?rebaka, bez czytania podpisujemy dokumenty o odpowiedzialno?ci na rzece, czyli ryzyko bierzemy na siebie. Przebieramy si?, to co nie b?dzie potrzebne zostawiamy i samochodem do przystani. Chonu le?y nad Indygirk? w miejscu gdzie wpada do niej prawy dop?yw rzeka Moma

?rd?a Momy bij? w grach U?achan-Czistaj - najwy?szym pa?mie Gr Czerskiego. P?ynie ona potem w kierunku p?nocno-zachodnim dolinami mi?dzy Grami Czerskiego, a Grzbietami Momskimi. W ?rodkowym i grnym biegu wyst?puj? liczne progi i bystrzyny, to te odcinki mamy do pokonania.
W planie jest jeszcze dzi? 140 km po rzece Momie ?dkami. Przysta?, to kilka starych i bardzo zniszczonych drewnianych szop na brzegu rzeki. W tym miejscu Moma wpada do Indygirki. Wody du?o, a nurt g?wny odleg?y i bystry. Niestety silnik jednej z ?dek nie pracuje dobrze i nie mo?emy dzi? wyp?yn??, jest ju? zbyt p?no. Wracamy do Chonu i nocujemy w gostinicy.

Luksusw brak, ale jest ?azienka, kuchnia i mo?na co? kupi? w pasio?kowym magazynie.
Wczesnym rankiem znowu nad rzek?, tym razem wyp?ywamy w trzy ?dki. Porz?dne jednostki nap?dowe Kawaski, Honda i Merkury. Jest troch? ryzykownie, strach parali?uje nasze zachowanie i ruchy. Rzeczywi?cie jest si? czego ba?. Temperatura wody nie wi?cej jak 5o C, brzegi wysoki z jednej strony, drugi odleg?y brzeg jest ?ach? z grubego ?wiru. Szanse na prze?ycie wywrotki praktycznie zerowe. Mamy porz?dne kolorowe kapoki, to nas nie uratuje, ale pozwoli ?atwiej zlokalizowa? zw?oki. ?wiadomi tych zagro?e?, powoli oswajamy si? z rzek? i towarzyszami. Do wieczora mamy dop?yn?? do parkowej izbuszki w grze rzeki.

Nap?dy w ?dkach s? r?ne, dwie ?dki maj? nap?d ?rubowy a jedna ma wodomiot, czyli turbin? wyrzucaj?c? wod?.
Nap?d ?rubowy jest sprawniejszy, zu?ycie paliwa mniejsze, ale zdarzaj? si? zderzenia z gruntem skutkuj?ce uszkodzeniem ?ruby.
Pauza spowodowana tak? awaria trwa nawet p? godziny. M?otkiem modeluje si? ?rub? i dalej w drog?. W tym czasie ?dka nap?dzana wodomiotem wyprzedza te ?rubowe. P?nym popo?udniem dop?ywamy do izbuszki.

Od razu jest czaj i co? do zjedzenia. Serwowana jest wo?owina z makaronem o smaku trudnym do okre?lenia, po prostu nie do zjedzenia, mamy chleb, mas?o i czosnek, to wystarcza. ?pimy w izbuszce na ?awach podwieszonych na ?cianach. Jakuci ?pi? w bani czyli ruskiej saunie, ktra jest tu? przy izbuszce. Jest jeszcze jeden modrzewiowy budyneczek, to magazyn. Jest te? agregat pr?dotwrczy, mo?na porusza? si? po obozie do p?nej nocy. W izbuszce jest porz?dny piec na drewno i jest ciep?o. Chrapanie przeszkadza w spaniu, ale skutecznie odstrasza nied?wiedzie. Rankiem zbieramy si? wcze?nie i jeste?my gotowi do p?yni?cia i polowania. Mamy do pokonania oko?o 50 km do obozu my?liwskiego.

Rzeka nadal robi na nas du?e wra?enie, powoli przyzwyczajamy si? do sytuacji. Na wodzie s? trzy ?dki, te z nap?dem ?rubowym maj? co jaki? czas problem, trzeba si? zatrzyma? i m?otkiem korygowa? kszta?ty ?ruby. Jedna z ?dek zatrzyma?a si? na ?wirowej ?asze. ?ajka z?apa?a wiatr i posz?a w tajg?, chwil? p?niej zobaczyli?my p?yn?c? w bystrym nurcie ?osz? a za ni? psa. Ca?e zdarzenie przebiega?o blisko ?dki, dos?ownie kilka metrw, ale nasza bro? by?a poza zasi?giem, poda?em Zbyszkowi ka?acha le??cego na dnie ?dki, w tym czasie kl?pa wydosta?a si? z nurtu i zacz??a uchodzi?. Strza? w krlewsk? komor? by? mo?liwy, Zbyszek jednak odpu?ci?, zranienie zwierza skutkowa?oby d?ugotrwa?ym poszukiwaniem, a nie o to nam przecie? chodzi?o.

Z ?dki ktra by?a kilkaset metrw wy?ej posypa?y si? strza?y i do tej kl?py i do byka ktry przep?yn?? rzek? wy?ej. ?ajki podj??y torp na krtko i wrci?y. Zwierz prawdopodobnie uszed? zdrowo. Cumujemy przy wysokim brzegu, obz my?liwski to trzy namioty z ??kami polowymi, ktre przywie?li?my ze sob?, Jakuci maj? skry z karibu.

W ka?dym namiocie jest rwnie? piecyk blaszany, temperatura na zewn?trz oscyluje ko?o zera, ale korytem rzeki hula nieprzyjemny wiatr. Lokujemy si? w namiotach. P?nym popo?udniem wyp?ywamy na rzek?. Moim towarzyszem polowania jest Maksim. On jest Jakutem i pracownikiem Parku.
Robert poluje z Kol?, ktry jest Ewenem i od dziecka by? w tajdze i tundrze z pas?cymi karibu. Teraz o?eni? si? i zamieszka? w Chonu z rodzin?. Zbyszek ma do towarzystwa Kiesz?.
Kiesza to bardzo ciekawa posta?, nie jest my?liwym, z zawodu jest geografem, teraz ju? na emeryturze pisze ksi??k? o ro?linno?ci Jakucji, a tak?e w?druje z ekipami fotografw, turystw i my?liwych. Kilka tygodni przed naszym przyjazdem by? z akademikiem Aleksandrem Dersu te? w Momskim Parku pod lodowcem. Zrobili du?o ciekawych zdj?? i pozyskali wiele cennych materia?w naukowych.
Wkrtce po wy?adowaniu rzeczy w obozie pop?yn?li?my z Maksimem kilkadziesi?t kilometrw w gr? rzeki pod lodowiec, po rosyjsku nazywa si? ?????? ??????-?????, celem by?a stojanka, czyli miejsce na brzegu z ma?ym stosem por?banego drewna na ognisko i dobrym widokiem na 600 metrw szerokie rozlewisko Grnej Momy. Maksim rozpali? ogie?, powiesi? okopcony czajnik na kipitok, czyli wrz?tek na herbat?.

Ja zosta?em na stanowisku z nadziej? na spotkanie z ogromnym ko?ymskim ?osiem, a Maksim z w?dk? poszed? wzd?u? brzegu po?owi? ryby na spokojnej wodzie. Kipitok zagotowa? si? na ogniu szybciutko, zrobi?em czaj i obserwowa?em rzek?. Po godzinie ruszy?em sam tajg? wzd?u? brzegu w d? rzeki. Marsz sprawia? du?o trudno?ci, mchy w tajdze ugina?y si? przy ka?dym st?pni?ciu na g??boko?? p? metra. Przeby?em mo?e z kilometr i wrci?em. Natrafi?em na sporo tropw ?osi i dwa ?wie?e tropy du?ego nied?wiedzia. Po drugiej stronie rzeki w pewnym momencie zauwa?y?em ruch, prawdopodobnie by?a to samotna kl?pa.
Zbyt daleko i za krtko ?eby co? wi?cej o tym spotkaniu powiedzie?. Wrci?em na stojank?, Maksim te? pojawi? si? rych?o z kilkoma rybami. Wypili?my jeszcze jedn? czaszk? aromatycznego czaju i trzeba wraca?. Ksi??yc by? w pe?ni, ale Jakuci po nocy nie poluj?, a rzeka nawet za dnia by?a pe?na niespodzianek, powalonych drzew i bardzo niebezpieczna.

Pozostali koledzy te? wrcili, nie spotkawszy zwierza. Tropw by?o sporo, ale do spotka? nie dosz?o.
Pierwszy ranek polowania na rzece powita? nas s?o?cem, nisko na horyzontem pi?knie ?wieci?o ca?y dzie?. W tym dniu poszli?my razem z Robsonem na pritok Gornej Momy. Idea by?a taka, ?e Maksim i Kola pjd? wzd?u? rzeki, w gr? kilka kilometrw, a potem wrc? po tajdze z powrotem i pogoni? co? na nas. Robson zosta? bli?ej rzeki, a ja wdrapa?em si? na wysoki brzeg. Miejsce by?o bardzo dobrze wybrane, tropw sporo. Niestety trwaj?ce prawie p?torej godziny p?dzenie nie przynios?o rezultatw. Maksim widzia? jednego byka ale bardzo daleko i zwierz uchodzi? w przeciwnym kierunku, dalej w gr? rzeki. Po tym dniu sta?o si? ju? jasne, ze nie b?dzie prosto pozyska? jakiegokolwiek ?osia. Tereny ogromne i bardzo trudne do polowania. W drugim dniu polowania dotar?y do obozu jeszcze dwie ?dki, Jurij i Kola. Maja tu, troch? ni?ej na dop?ywach Momy prywatne obwody ?owieckie. Obwd Jurija to 230 tysi?cy hektarw a Koli 110 tysi?cy hektarw tajgi i tundry.